Skąd się wzięli Słowianie? Czyli jak historia rozpalała emocje historyków, polityków i ideologów

0
163
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:Andriej Szyszkin, CC BY 3.0 , Wikimedia Commons

Na pozór niewiele jest w historii nudniejszych tematów niż etnogeneza jakiejś grupy. W praktyce jednak kwestia pochodzenia Słowian to jeden z najgorętszych tematów w dwudziestowiecznej debacie historycznej w Europie Środkowej.

Dyskusje na temat pochodzenia Słowian zaczęły się oczywiście wcześniej, bo już w połowie XVIII wieku, a więc jeszcze przed I rozbiorem Polski. Johann Christoph Jordan opublikował wówczas pracę pt. „De originibus slavicis”, a więc „O pochodzeniu Słowian”.

Szczególny rozwój koncepcji na ten temat przyniósł wiek XIX. Wtedy też zarysował się podział na dwie grupy, które z czasem nazwano allochtonistami (zwolennikami koncepcji allochtonicznej) oraz autochtonistami.

Pierwsza grupa głosiła i głosi, że w czasach rzymskich ziemie polskie nie były zamieszkiwane przez Słowian. Druga: przeciwnie, że były.

W toku dyskusji trwającej już od kilku wieków (i ciągle nie rozstrzygniętej) czasami siłą argumentów górę brał jeden obóz, a czasami drugi. Problem w tym, że nie zawsze obszarem interesowali się wyłącznie historycy.

Oto bowiem w XIX wieku, w dobie zaborów i germanizacji, temat pochodzenia Słowian, w tym Polaków i ich, naszej „odwieczności” oraz „zawszości” w bytowaniu na terenie późniejszej Polski, stał się tematem politycznym. Dla Polaków obowiązkiem wręcz patriotycznym było przyjmowanie i udowadnianie koncepcji autochtonicznej. Dla Niemców przeciwnie: w ich interesie były założenia allochtoniczne. Część badaczy wychodziła jednak wówczas poza ów pozorny podział na Polaków i Niemców.

Trzeba przy tym zauważyć, że nieco wcześniej powstała koncepcja zakładająca pojawienie się Słowian na ziemiach polskich około V wieku naszej ery. Związki z polityką i niemieckim interesem politycznym nie były tu przypadkowe. Twórca teorii, Gustaf Kossinna, włączał się bowiem w rozwój niemieckiego nacjonalizmu oraz tworzenie argumentów mających służyć utrwalaniu Niemczyzny w Czechach i Polsce. Dodatkowo jego poglądy zainspirowały wielu nazistów, choć sam naukowiec zmarł jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy. Kossinna już po śmierci, w okresie istnienia III Rzeszy, był intelektualistą chętnie cytowanym, zaś jego uczniowie udowadniali chociażby „germański charakter” Biskupina.

Teorię przeciwną, kładącą nacisk na odwieczną polskość i słowiańskość ziem polskich lansował uczeń Kossinny: Józef Kostrzewski. Zakładał on, że Słowianie żyli nad Wisłą i Odrą nawet od epoki brązu.

Sytuacja dla polskiego naukowca stała się szczególnie trudna po roku 1939, gdyż z powodu polemik prowadzonych z niemieckimi zwolennikami teorii allochtonicznej został uznany za wroga Rzeszy. W trakcie okupacji musiał się ukrywać.

Zbrodnie dokonywane przez Niemców na podstawie ideologii czerpiącej także z błędnie rozumianej nauki, nauki na usługach polityki i fałszywie definiowanych interesów narodowych, wpłynęły na kształt debaty po roku 1945.

W Polsce teoria autochtoniczna w pierwszych latach po II wojnie światowej stała się wręcz dogmatem. Dodatkowo władza komunistyczna sprzyjała takiemu stawianiu sprawy. Niestety hamowało to rozwój debaty (co w PRL i tak było utrudnione, ale generalnie po epoce stalinizmu tematy nie związane bezpośrednio z polityką mogły rozwijać się w miarę swobodnie).

Z czasem jednak do głosu, za sprawą siły nowych argumentów, w polskiej debacie akademickiej dotyczącej tej tematyki, zaczęły dochodzić po głosu racje allochtoniczne. Coraz więcej znalezisk wskazywało bowiem na późne przybycie nad Wisłę Słowian. Tym samym Słowianie mieliby podlegać tym samym procesom, co inne narody i przybyć do swoich siedzib podczas wielkiej wędrówki ludów.

Po upadku PRL temat nie przestał budzić emocji. Naukowcy, historycy i archeolodzy, bronili swoich racji w sposób zajadły. Wielu nie chciało nawet widzieć się i rozmawiać z przeciwnikami. Znane są przypadki niechęci naukowców do publikowania w jednych opracowaniach z oponentami.

Należy jednak zauważyć, że ostatnie lata przyniosły przełom. Kolejny. Coraz silniej odchodzi się od niegdysiejszego utożsamienia kultur archeologicznych, etnosów, języków i kultur. Takie podejście znajduje uzasadnienie nie tylko na gruncie teoretycznym, ale także praktycznym: jest potwierdzane badaniami.

W ostatnich latach coraz częściej słychać argumenty przełamujące obecną jeszcze kilka lat temu dominację koncepcji allochtonicznej. Wszystko z powodu pojawienia się w palecie dostępnych metod badawczych nowych możliwości. Mowa tu chociażby o genetyce, antropologii oraz badaniach językowych.

Takie podejście otworzyło nowy etap w badaniach etnogenezy Słowian. Czy jest to jednak zarazem czas ponownego powrotu do łask teorii autochtonicznej?

Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Chcąc odpowiedzieć krótko należałoby jednak zauważyć, że z perspektywy obecnego stanu wiedzy żadna z dawnych koncepcji nie udziela kompletnych odpowiedzi. Wydaje się bowiem wysoce prawdopodobnym, co potwierdzają badania genetyczne i antropologiczne, że spora część obecnych mieszkańców ziem polskich, Polaków, znalazłaby w swoim drzewie genealogicznym ludzi żyjących tutaj także w okresie rzymskim. Byłby to więc ukłon i uznanie racji autochtonistów. Niewykluczone jednak, że ludność ziem polskich w okresie rzymskim nie była ludnością słowiańską, a taka tożsamość i język zostały przyjęte później, z czasem, być może w wyniku przybycia nad Wisłę nowych osadników, co spowodowało także zanik starszych i pojawienie się nowszych kultur archeologicznych.

Czy więc Polacy są zeslawizowanymi Germanami? Wszak to Germanie najpewniej stworzyli kulturę wielbarską i kilka innych kultur występujących na ziemiach polskich w okresie rzymskim. A może należy sięgać jeszcze wcześniej i jesteśmy zeslawizowanymi Celtami? W sensie etnicznym odpowiedź twierdząca byłaby ryzykowna, choć być może z wieloma zastrzeżeniami można by próbować jej udzielić podkreślając, że ludność żyjąca tutaj w okresie rzymskim to jedna ze składowych struktury etnicznej. W sensie praktycznym jednak odpowiadanie na takie pytania nie ma większego sensu. Polacy bowiem czują się przede wszystkim Polakami, a tożsamość słowiańska nie odgrywa nad Wisłą istotnej roli, coś z uzasadnionych powodów jest faktycznie drobną częścią polskości. Korygowanie owej słowiańskości na germańskość czy celtyckość byłoby więc zbędne i absurdalne. Najważniejsze jest jednak to, że Polakiem można być bez względu na przynależność etniczną przodków żyjących nie tylko 2 tysiące lat temu, ale nawet 2 pokolenia temu i mniej. Znamy bowiem liczne przykłady wspaniałych polskich patriotów, których oboje rodzice nie byli Polakami w sensie etnicznym, a nawet kulturowym i językowym, zaś oni świadomie i dobrowolnie zdecydowali się wybrać polskość. Etnogeneza niech więc pozostanie etnogenezą, a nie wyznacznikiem narodowej identyfikacji. Tak będzie lepiej zarówno dla badań nad genezą danej grupy, jak i dla współczesności jej samej.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj