Tajemnicze zgony, wielkie pieniądze i służby specjalne, czyli afera FOZZ – matka wszystkich polskich afer

0
1232
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:fot.:falco/pixabay.com

18 lipca roku 1991 zmarł inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann. Śmierć na zawał serca 37-letniego mężczyzny może być pewnym zaskoczeniem, jednak powiedzmy sobie szczerze: zgony z powodu ataku serca zdarzają się i u młodszych osób. Sytuacja staje się natomiast bardzo niepokojąca gdy uświadomimy sobie czym zajmował się Michał Falzmann oraz że nie był to jedyny zgon towarzyszący wyjaśnianiu afery FOZZ.

Kontroler NIK Michał Falzmann prowadził kontrolę w firmie Universal, gdy wpadł na trop nieprawidłowości, które z czasem zostały nazwane aferą FOZZ – matką wszystkich afer III RP.

FOZZ, czyli Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, był powołanym przez Sejm PRL IX kadencji funduszem mającym oficjalnie za zadanie spłacać polskie zadłużenie zagraniczne. W tym celu FOZZ miał gromadzić środki finansowe. Pieniądze – gigantyczne pieniądze –pochodziły m.in. z budżetu państwa, zagranicznych pożyczek, wpływów wynikających z posiadania przez FOZZ udziałów w spółkach w kraju i za granicą oraz innej działalności.

Oficjalnie. Bo w istocie FOZZ, wbrew prawu międzynarodowemu, miał tworzyć fikcyjne spółki skupujące polski dług na rynku wtórnym. Dlaczego? Otóż wierzyciele, którzy kiedyś pożyczyli Polsce Ludowej pieniądze, pod koniec lat 80. nie spodziewali się zwrotu środków od upadającego gospodarczo państwa. Woleli pozbyć się problemu nawet za cenę utraty sporej części środków. Tym samym funkcjonował rynek wtórny, na którym prawo do ściągania polskiego długu można było nabyć za drobną część nominalnej wartości (22 centy za dolara).

Na tym jednak nie koniec skandalu. Okazało się bowiem, że FOZZ nie tylko nielegalnie skupywał zagraniczne długi Polski, ale także służył defraudacji olbrzymich sum. Wiele osób nie ma wątpliwości, że za owym procederem stały polskie oraz sowieckie służby specjalne. Takiego zdania jest chociażby badający sprawę (przy okazji badania WSI) były polski minister Antonii Macierewicz, który w rozmowie z „Nowym Państwem” powiedział: „Choć nikt do dzisiaj nie obliczył całości strat skarbu państwa, to wiadomo, że chodzi o miliardy złotych a wielu wielkich operujących w Polsce oligarchów właśnie dzięki FOZZ zrobiło majątki. Problem jest jednak głębszy. FOZZ jest aferą sowiecką, zaplanowaną, zrealizowaną i ukrywaną najpierw przez PRL, a później przez ludzi, którzy dzięki powiązaniom sowieckim utrzymywali się przy władzy, bez względu na to czy chodzi o byłych prezydentów, polityków, funkcjonariuszy sowieckiego wywiadu wojskowego i cywilnego, czy też o ludzi tzw. wymiaru sprawiedliwości. FOZZ nie był i nie jest przestępstwem złodziei czy bandytów, lecz wynikiem antypolskiego działania sowieckiego aparatu okupującego Polskę. Ma więc cechy zdrady stanu nawet jeśli będzie to trudno udowodnić. Choć przecież żyją jeszcze urzędnicy PRL i posłowie PRL, którzy głosowali wiosną 1989 roku za powołaniem FOZZ i żyje wicepremier, który był za jego funkcjonowanie odpowiedzialny. Na szczeblu organizacyjno-wykonawczym FOZZ był wynikiem działania zorganizowanej zbrojnej grupy przestępczej i tak powinien być sądzony. Mówię o zbrojnej grupie przestępczej, gdyż główną rolę w realizacji zadań FOZZ pełnił sowiecki wywiad wojskowy działający w Polsce, czyli Zarząd II Sztabu Generalnego LWP, a zwłaszcza jego Oddział Y, czyli oddział wywiadu agenturalnego. Nie chciałbym wykluczyć z tej przestępczej działalności sowieckiego wywiadu cywilnego, czyli Departamentu I MSW. Ludzie tej formacji objęli stanowiska w Radzie Nadzorczej FOZZ, do dzisiaj mają się świetnie i udają, że nic nie wiedzieli i za nic nie odpowiadają. Po roku 1991 działania FOZZ były ukrywane przede wszystkim dzięki wpływom i sile działania WSI i jego kolejnych szefów. Jest więc FOZZ matką afer formacji powstałej pod okrągłym stołem, gdyż zrealizował ją aparat parapaństwowy i on ją po dziś dzień chroni”.

Na trop – delikatnie mówiąc – nieprawidłowości wpadł Michał Falzmann. Inspektor NIK dostrzegł, że dochodzi do okradania państwa polskiego na gigantyczną skalę.  Swoje refleksji przekazał narodowi we wrześniu roku 1990 publikując tekst na ten temat w „Głosie Wolnego Robotnika”. Rozpoczęło to lawinę zdarzeń. W styczniu 1991 zaczęła się kontrola NIK, a do zespołu kontrolerów wkrótce dołączył odkrywca afery.

W swoich notatkach Michał Falzmann napisał: „Władza jest nadal w rękach KGB w Polsce. Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych”. Kontroler NIK otrzymywał także pogróżki dotyczące życia jego oraz jego rodziny, w tym małych dzieci.

Michała Falzmanna odsunięto od sprawy tuż po skierowaniu przez niego pisma do Narodowego Banku Polskiego. Inspektor NIK prosił o „udostępnienie informacji objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego”.

Dwa dni później Michał Falzmann już nie żył.

W ostatnich chwilach towarzyszył mu lider Solidarności Walczącej Kornel Morawiecki, który zawiózł go do szpitala. Zasłużony opozycjonista i późniejszy Marszałek Senior polskiego Sejmu nie spodziewał się jednak, że Falzmann umrze, szczególnie, że odwiedzając go w szpitalu pacjent mówił mu o poprawie stanu zdrowia.

Z kolei żona inspektora NIK Izabella Brodacka-Falzmann ubolewa z powodu braku sekcji zwłok męża. Jak mówiła, od zażądania sekcji odwiódł ją lekarz, który w namowach był gorliwy.

Zgon inspektora Najwyższej Izby Kontroli to nie jedyna śmierć w tej sprawie. Po powstaniu raportu NIK na temat afery FOZZ i tuż przed upublicznieniem wyników kontroli w wypadku samochodowym zginął prezes NIK profesor Walerian Pańko. Wiele osób ma wątpliwości czy zdarzenie drogowe było wypadkiem. Żona szefa NIK, która podróżowała wraz z nim, ale przeżyła wypadek, mówiła o dziwnych dźwiękach lub nawet o wybuchu pod maską tuż przed katastrofą, a emocje jeszcze mocniej podgrzewa fakt, że po wypadku zmarli policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce – utopili się na rybach. W sprawie wypadku zapadły wyrok – skazano kierującego pojazdem funkcjonariusza BOR. Niedługo później mężczyzna zmarł. Wiele osób zwraca ponadto uwagę na niedokładne oględziny miejsca zdarzenia oraz zignorowanie faktu, że Pańko otrzymywał pogróżki, a w jego mieszkaniu miało dojść do włamania… w dniu pogrzebu. Ponadto klucz do jego sejfu miał zaginąć podczas wypadku, a gdy otwarto go kilka dni później był… pusty.

To nadal nie koniec. Dziennikarze zajmujący się sprawą mieli wiele nieszczęśliwych wypadków. Mówimy o włamaniu do domu, podczas którego zabrano ważne dokumenty. O pożarze samochodu. Pobiciu przez nieznanych sprawców. Pobity został także jeden z dyrektorów NIK w czasach badania afery FOZZ – Anatol Lawina. Do aktu przemocy doszło… w roku 2006, a więc w czasie, gdy Polska czekała na wyrok w sprawie afery.

Oczywiście nie jest rzeczą niemożliwą, by 37-latek mający stresującą pracę zmarł na zawał. Wypadki samochodowe i utonięcia także się zdarzają, mieszkania bywają okradane, samochody niekiedy płoną, a bandyci biją ludzi. Takie sytuacje mają miejsce niestety i dziś – czemuż więc miałoby to być coś niemożliwego w latach 90. XX wieku? Problem w tym, że osobom zaangażowanym w wyjaśnienie afery FOZZ takie sytuacje zdarzały się z niezwykłym natężeniem, co w zrozumiały sposób budzi wątpliwości i rodzi pytania. Pytania dotyczą także skazania rzeczywistych „mózgów” przekrętu. W końcu bowiem polskie sądy wydały w sprawie kilka wyroków, jednak część osób intensywnie badający sprawę uważa, że nadal o aferze FOZZ wiemy niewiele.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj