W jakiej temperaturze zamarza socjalizm? Czyli zima stulecia w PRL

0
421
Warszawa, 30 stycznia 1979. Zima stulecia.

W ostatnich dniach roku 1978 Polskę dotknęła klęska żywiołowa – silne mrozy i obfite opady śniegu. Kraj został sparaliżowany, a kryzys trwał kilka tygodni, co nie umknęło uwadze narodu chętnie komentującego sytuację i bezradność komunistycznych władz.

Zimne powietrze z północy dotarło nad Polskę w nocy z 29 na 30 grudnia roku 1978. Mróz zamienił deszcz w śnieg, a silny wiatr momentalnie utworzył zaspy. W ciągu kilkunastu godzin problem dotarł do południowych części Polski. Rok 1979 zaczął się więc kompletnym paraliżem całego kraju.

I nic dziwnego. Miejscami pokrywa śnieżna wyraźnie przekraczała 80 cm (Suwałki, 16 lutego). W Warszawie zanotowano z kolei 70 cm (31 stycznia).

Paraliż komunikacji oznaczał nie tylko brak możliwości podróżowania autobusami czy samochodami, ale także pociągami. Tory były zaśnieżone, a miejscami także uszkodzone na trwałe. Z powodu mrozu pękały szyny. Zwrotnice zamarzały. Do walki z żywiołem wysłano wojsko.

Mróz i paraliż logistyki oznaczał również utrudnienia w dostawach surowców energetycznych (węgla) do elektrociepłowni. Nie trudno domyślić się czym to skutkowało.

Wielu ludzi nie mogąc dotrzeć do celu podróży koczowało na dworcach. W niektórych miastach autobusy jednak czasami kursowały, ale w tunelach wykopanych w śniegu.

Dzieci nie pojechały na zimowiska. Decyzję w tej sprawie (skądinąd oczywistą) podjął ówczesny minister oświaty. Wiele dzieci miało jednak większy problem. Nie mogły… wrócić.

Zamarznięcie gruntu spowodowane niskimi temperatury doprowadziło do wybuchu gazu w Rotundzie PKO w Warszawie 15 lutego 1979 roku. Zginęło 49 osób. 77 zostało rannych.

Trudna sytuacja trwała w całym kraju aż do ustąpienia silnych mrozów wczesną wiosną roku 1979. Kilkutygodniowe problemy w życiu społecznym i gospodarczym pogorszyły i tak fatalną sytuację ekonomiczną Polski Ludowej czasów „późnego Gierka”.

Naród natomiast widząc kryzys i bezradność władzy kpił z komunistów mówiąc m.in., że „nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery”. W ten aluzyjny sposób Polacy zauważali, że państwo socjalistyczne do klęski nie potrzebuje ataku sił zbrojnych Niemiec Zachodnich. Wystarczy mróz, choć był on silniejszy niż minus cztery. Inni żartobliwie pytali natomiast w jakiej temperaturze zamarza socjalizm. Wiadomo było po pierwsze, że zamarza, a więc nie jest tak trwały jak chcieliby tego komuniści, zaś po drugie, że do problemów wystarczy stosunkowo niewiele. Bo choć tamta zima była wyjątkowa, to kryzys można było załagodzić dobrymi decyzjami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj