Wyprawa myślenicka. Antysemicki eksces o cechach czystej głupoty politycznej

0
305
NAC Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygnatura: 3/1/0/3/611/9

Choć nie jest prawdą, że Polacy to naród antysemitów, to i nad Wisłą zdarzały się niekiedy incydenty skierowane przeciw ludności żydowskiej. Do najgłośniejszych tego typu wydarzeń w przedwojennej Polsce należy niewątpliwie wyprawa myślenicka Adama Doboszyńskiego z roku 1936.

Ów lider struktur Stronnictwa Narodowego w powiecie krakowskim pewnego wieczoru skrzyknął grupę działaczy niższego szczebla i bandę uzbrojoną w pistolety, siekiery i kije poprowadził do niewielkiego miasteczka leżącego na trasie do Zakopanego. Tam doszło do splądrowania kilku żydowskich sklepów, zajęcia policyjnego posterunku, zdemolowania mieszkania starosty oskarżanego o represje wobec nacjonalistów i próby podpalenia synagogi. Pobito kilka osób pochodzenia żydowskiego i polskiego (w tym policjanta).

Po akcji grupa Doboszyńskiego przez kilka dni uciekała, a w wyniku strzelanin z mundurowymi dwie osoby z bandy zginęły. Ostatecznie prowodyr zamieszania nie skorzystał z możliwości ucieczki do Czechosłowacji i poddał się policji. Po kilku procesach został skazany, ale szybko wyszedł na wolność kontynuując karierę polityczną, zaś jego życie zakończył komunistyczny wyrok śmierci.

Absurdalna niechęć inż. Doboszyńskiego wobec Żydów dyskwalifikuje go z grona osób godnych naśladowania – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Z kolei sam pochód na Myślenice uznać należy za działanie skrajnie niepoważne, wręcz kompromitujące. Wszak nawet jeśli jego organizator był przekonany, że zbliża się triumfu globalnego komunizmu, a w Polsce zaostrza się sanacyjny reżim (o tym mówił oskarżony w trakcie procesu), to czy ową sytuację naprawdę miało zmienić zniszczenie miejsca pracy drobnych handlarzy i rzemieślników oraz pobicie kilku osób, w tym policjanta w polskim mundurze?

Oczywiście nie, a Doboszyński musiał o tym wiedzieć. Być może po prostu liczył na wzniecenie szerszego, ogólnokrajowego buntu przeciwko władzy, ale się pomylił. Warto jednak przy tym dodać, że wizja zrywu zbrojnego przeciw władzy (obcej, zaborczej – walki z Polakami nikt nawet nie zakładał) była w myśli endeckiej krytykowana jako przejaw politycznego romantyzmu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj