Zamordowany za Wiarę, Ojczyznę i wolność. Esbecka zbrodnia na księdzu Popiełuszce

0
204
Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. Fot.: IPN Kraków/YouTube

Przyzwoici Polacy widzieli – i nadal widzą – w nim obrońcę fundamentalnych wartości takich jak ludzka godność czy wolność wyznawania wiary. Ludzie Kremla wyznający nieludzką ideologię komunistyczną mieli jednak zupełnie inne zdanie. Ksiądz Jerzy został zamordowany, gdyż jego zaangażowanie było niewygodne dla ciągle nieznanych nam zleceniodawców zbrodni, a reprezentowanej przez kapelana „Solidarności” chrześcijańskiej miłości do bliźnich nie mogły obalić żadne argumenty marksistowskiej propagandy.

Ksiądz Popiełuszko w swoich kazaniach nie nauczał nienawiści do komunistów. Przeciwnie. Domagał się miłości wobec bliźnich. Domagał się tego od każdego, także od totalitarnych władz PRL. A jego Msze święte za Ojczyznę były niezwykłymi lekcjami wiary, jakie przyszły męczennik udzielał Polakom.

Nieznani sprawcy najpewniej powiązani z komunistycznymi służbami specjalnymi próbowali zamordować księdza Jerzego już wcześniej. W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego dokonano zamachu na kapłana. Napastnicy nie odnieśli jednak sukcesu. Rozbudzony w środku nocy dzwoniącym dzwonkiem ksiądz nie podszedł „na czas” do drzwi, przy których wybuchła bomba. Nie podszedł tak szybko, jak przewidywali zamachowcy, gdyż był zmęczony przygotowywaniem świątecznych paczek dla chorych dzieci. Wymowne. Uratowała go pomoc potrzebującym, pomaganie biednym, uczynek miłosierdzia, a więc coś obcego komunistycznym aparatczykom, który dużo mówiąc o klasie robotniczej faktycznie zamienili Polaków w swoich niewolników.

Mijały miesiące, a ksiądz Popiełuszko nadal prowadził swoją ewangelizacyjną działalność uderzającą w fundamenty komunizmu. Fundamenty będące mieszaniną nienawiści, demoralizacji i narodowego zaprzaństwa. Gdy więc duchowny przypominał Polakom Ewangeliczne Nauczanie Jezusa Chrystusa, kruszył podstawy państwa podległego Związkowi Sowieckiemu.

Komuniści nie chcieli tolerować działalności kapłana, który m.in. przewodniczył pogrzebowi Grzegorza Przemyka – ofiary reżimu, a niekiedy także w swoich kazaniach odnosił się wprost do przywódców „czerwonego” państwa. Latem roku 1983 roku dyktator PRL Wojciech Jaruzelski powiedział w kontekście ks. Popiełuszki do szefa bezpieki Czesława Kiszczaka: „Zrób coś z nim, niech przestanie szczekać”. Co lider aparatu antyludzkiego państwa miał na myśli? Nie wiadomo. Możemy się jedynie domyślać i badać to, co nastąpiło później. A mówimy o nasileniu represji wobec księdza. Zintensyfikowano przesłuchania. Pojawiły się zarzuty prokuratorskie i podrzucenie do mieszkania duchownego materiałów wybuchowych, które w trakcie rewizji bez większego trudu odnaleźli esbecy. A wszystko pod czujnym okiem usłużnych władzy dziennikarzy czekających pod budynkiem. W wyniku tzw. prowokacji na Chłodnej kapelan „Solidarności” został aresztowany.

Równocześnie z represjami ze strony służb komunistyczna propaganda sterowana przez Jerzego Urbana prowadziła kampanię oszczerstw pod adresem księdza Popiełuszki. Rzecznik rządu PRL nie ograniczał się do atakowania duchownego na swoich słynnych konferencjach prasowych. Pisał o nim także plugawe teksty pod pseudonimem Jan Rem nazywając kazania ks. Jerzego „seansami nienawiści”.

13 października roku 1984 doszło do kolejnego nieudanego zamachu na życie ks. Jerzego. Esbecy, który kilka dni później zamordowali kapłana, próbowali doprowadzić do wypadku samochodowego rzucając kamieniem w pojazd. Nie doszło wówczas do tragedii.

Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala nie poddali się jednak. 19 października roku 1984 zatrzymali powracający z Bydgoszczy samochód z księdzem Popiełuszką. Kierowcy duchownego udało się zbiec – wyskoczył z samochodu esbeków. Duchowny nie miał tyle szczęścia, ale też możliwości, gdyż pobito go i wieziono w bagażniku.

Kapelan „Solidarności” w rękach esbeckich katów był przed śmiercią maltretowany. Brutalna przemoc wobec kapłana była skrajnym sadyzmem. Oprawcy doprowadzili duchownego do stanu, w którym po śmierci identyfikacja ciała była niezwykle trudna. Księdza Popiełuszkę bito pięściami oraz rozmaitymi przedmiotami. Wiezionego w bagażniku i co jakiś czas bitego kapłana zawieziono na tamę we Włocławku. Ksiądz był tak związany, że każdy ruch zaciskał pętlę na jego szyi. Kaci chcieli jednak mieć pewność i przed wrzuceniem duchownego do wody dodatkowo obciążyli jego nogi. Możliwe, że wówczas ksiądz Jerzy jeszcze żył. Został zamordowany tego dnia – 19 października roku 1984.

Nie jest to jednak jedyna wersja wydarzeń. Tą znamy z relacji oprawców, którzy później stanęli przed sądem. Esbekom nie należy jednak dawać wiary w żadnej sprawie. Byli bowiem etatowymi sługami wszystkiego, co podłe i nikczemne. Możliwe więc, że swoimi zeznaniami chcieli chronić prawdziwych zleceniodawców zbrodni. Ludzi, których nazwisk mimo upływu dekad nie znamy.

Inna wersja wydarzeń mówi o zamordowaniu księdza 25 października oraz udziale w zbrodni dodatkowych osób oraz służb, w tym ludzi mówiących po rosyjsku. Za takim przebiegiem zbrodni przemawiają niektóre okoliczności oraz fakty ustalone przez badaczy oraz dziennikarzy. Pewności jednak nie mamy.

Niezależnie od tego ciało księdza wydobyto z wody 30 października (także w tej sprawie pojawiają się niepokojące doniesienia sugerujące, że służby przygotowywały wydobycie ciała już 26 października, ale z jakiś powodów zdecydowano się na opóźnienie działań). Odnaleziony szczątki kapłana były totalnie zmasakrowane.

Tymczasem komunistyczni politycy i propagandziści nie byli w stanie ukryć zbrodni, o której mówiła cała Polska. Wskazano więc winnych. Byli nimi trzej oficerowie komunistycznego MSW sądzeni za uprowadzenie, tortury i morderstwo oraz ich przełożony sądzony za sprawstwo kierownicze. W lutym roku 1985 w procesie toruńskim zapadły wyroki. Grzegorz Piotrowski został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, Leszek Pękala na 15 lat, Waldemar Chmielewski na 14, a ich przełożony Adam Pietruszka na 25 lat. Sprawcom władza rychło złagodziła wyroki. Następnie obejmowały ich amnestie.

Proces toruński natomiast nie był w żadnym wypadku emanacją sprawiedliwości, a farsą służącą celom politycznym. Ustalenie szczegółów i okoliczności nie było możliwe, choć mówiąc precyzyjniej: wielu wpływowym osobom zależało, by wszystkie informacje nie ujrzały światła dziennego. Natomiast w propagandowej narracji władz PRL zbrodnia popełniona na ks. Popiełuszce była samowolą młodych esbeków i zarazem sabotażem wymierzonym w zaufanie społeczeństwa do rządzących. Tym samym komunistyczni politycy prezentowali siebie jako ofiary całej sprawy.

Ostatecznie jednak to ksiądz Jerzy Popiełuszko jako męczennik został ogłoszony błogosławionym Kościoła katolickiego, a przyzwoici ludzie widzą w nim wzór do naśladowania. Tymczasem o jego oprawcach – znanych z nazwiska i dotąd pozostających w ukryciu – pozytywnie myśleć mogą jedynie moralni degeneraci.

Od 2018 roku 19 października jest w Polsce Narodowym Dniem Pamięci Duchownych Niezłomnych.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj