Znany z hymnu polski bohater narodowy zbrodniarzem wojennym? Ukraina spłynęła krwią także kobiet i dzieci

0
401
Juliusz Kossak Czarniecki pod Płockiem

Wiernie służył Rzeczypospolitej nawet wtedy, gdy wielu przedstawicieli narodowej elity zdradziło króla Jana Kazimierza i oddało pokłon szwedzkiemu monarsze Karolowi X Gustawowi. Przez dekady walczył za kraj z każdym wrogiem. Odnosił świetne sukcesy. Nie oznacza to jednak, że Stefan Czarniecki był człowiekiem bez wad.

Hetmanowi Czarnieckiemu, który tak naprawdę buławę otrzymał dopiero kilka tygodni przed śmiercią, zarzucano wiele. Mówiło się chociażby o defraudacji publicznych pieniędzy, które Jan Kazimierz przekazał mu na żołd dla wojska. Inne zarzuty dotyczą zabrania dla siebie armat zdobytych na Rosjanach w trakcie zwycięskiej bitwy pod Połonką oraz pojmanie przedstawicieli rosyjskiej elity celem wzięcia gigantycznego okupu. Słowem: nie brak sugestii dotyczących możliwej chciwości oraz nieuczciwości naszego narodowego bohatera. Zarzuty te są jednak zaledwie drobnymi przewinami wobec tego, czego Stefan Czarniecki dopuszczał się na Ukrainie.

Zanim bowiem wybitny dowódca wsławił się skuteczną partyzancką walką ze Szwedami i wiernością wobec króla Polski w trakcie potopu przyszło mu prowadzić pacyfikację południowo-wschodnich obszarów Rzeczypospolitej.

Cała sprawa zaczęła się jednak wcześniej, wraz z wybuchem powstania Chmielnickiego w roku 1648. Kilkuletni konflikt Polski i Kozaków obfitował w brutalność. Jednym z największych aktów bestialstwa była rzeź z czerwca roku 1652, gdy zbuntowani Zaporożcy na rozkaz Chmielnickiego wraz ze swoimi tatarskimi sojusznikami wymordowali kilka tysięcy polskich jeńców wziętych podczas bitwy pod Batohem (co stanowiło najpewniej zemstę za klęskę-rzeź pod Beresteczkiem). W tym sarmackim Katyniu Rzeczpospolita straciła wielu najlepszych żołnierzy, zaś Stefan Czarniecki stracił brata, bratanka oraz szwagra. Sam uszedł z życiem, gdyż uratował go (w zamian za pieniądze) znajomy Tatar. Owo doświadczenie odcisnęło na polskim dowódcy wielkie piętno. Piętno gigantycznej wrogości wobec Kozaków i wszystkiego co wiązało się z Rusinami.

Okazja do zemsty nastąpiła po zaledwie kilku miesiącach. Na wiosnę roku 1653 Czarniecki, już jako oboźny koronny i senator (z racji uzyskania tytułu kanclerza kijowskiego) wraz z pułkownikiem Sebastianem Machowskim otrzymał zadanie spacyfikowania Bracławszczyzny. Co warte podkreślenia, była to operacja nastawiona wyłącznie na sianie terroru, a nie zdobywanie przyczółków do dalszej walki z Kozakami.

To właśnie dlatego polskie siły zdobywszy jakieś miasto nie obsadzały go, ale mordowały mieszkańców. Taki los spotkał chociażby cywilów z Borszczakówki, Pohrebyszczy, Żywotowa i kilku innych miasteczek regionu. Dość szybko ludzie z tych stron zrozumieli, że przybyłe wojsko dokonuje ekspedycji karnej polegającej na licznych egzekucjach, grabieżach, podpaleniach i gwałtach. Co jednak warte podkreślenia, brutalny i przynoszący Polsce hańbę cios wymierzono w przypadkowych ludzi, a nie oddziały kozackie odpowiedzialne za Batoh.

Hańba sprowadzona wówczas na Rzeczpospolitą jest tym większa, że wojska pacyfikacyjne mordowały wszystkich. Dosłownie wszystkich. Także kobiety w ciąży i małe dzieci. Bezradni mieszkańcy szukali schronienia gdzie się tylko dało, chociażby na bagnach i w lasach.

Nie zawsze jednak ludzie Czarnieckiego atakowali bezbronnych cywilów. Zdarzyło im się bowiem stanąć oko w oko z prawdziwym zaporoskim wojownikiem Iwanem Bohunem, pierwowzorem bohatera sienkiewiczowskiego Ogniem i Mieczem. Dowodzony osobiście przez naszego narodowego bohatera atak na Monasterzyska zakończył się jednak niepowodzeniem, choć do zwycięstwa było blisko. Polski wódz został jednak ciężko ranny i Rzeczpospolita nie odniosła sukcesu. Czarniecki odniósł wówczas obrażenia podniebienia i już do końca życia musiał zastępować uszkodzoną kość metalową płytką. Zanim jednak został zneutralizowany przez obrońców miasteczka wykazał się nie lada odwagą, choć niektórzy historycy uważają, że wódz odstąpił od dalszej walki o Monasterzyska bo… skusił się na pieniądze od Bohuna. Pieniądze, którymi miał się nie podzielić z wojskiem.

Rok 1653 nie zakończył pacyfikowania Ukrainy przez Czarnieckiego. Wódz prowadził tam brutalne działania także rok później, już jako podkomendny hetmana Stanisława Potockiego. To wówczas doszło do niesławnego „krwawego spaceru z Winnicy do Humania i z powrotem”. Na tej trasie Polacy mordowali chłopów i Kozaków nie skupiając się na zdobywaniu przyczółków do militarnej walki z buntownikami.

Na Ukrainę Czarniecki jeszcze wrócił. Zanim jednak nadszedł ów czas, zdążył bronić Polski przed Szwedami, a w trakcie potopu doszło do znanego z hymnu wrócenia się przez morze. Podczas II wojny północnej ludzie Czarnieckiego plądrowali m.in. Brandenburgię i Pomorze Zachodnie oraz należącą do Danii Jutlandię, którą wyzwolili z rąk okupujących ją Szwedów.

Do pacyfikowania Ukrainy Czarniecki wrócił w roku 1663. Wtedy też – tym razem wspólnie z Tatarami – doszło do kolejnej karnej ekspedycji, podczas której mordowano przypadkowe osoby, zaś w Subotowie polski bohater narodowy nakazał wykopać z grobu i wyrzucić ciało Bohdana Chmielnickiego. Rok później, podczas walk na Ukrainie, wojska polskie zdobyły Stawiszcze i straciły kozackich dowódców. Po kilku miesiącach miasteczko znów się zbuntowało. Polską załogę zamordowano. Gdy więc Czarnecki jako nowo mianowany hetman zdobył gród ponownie w styczniu 1665 wymordowano wszystkich mieszkańców, zaś osadę spalono.

W tej walce Czarniecki został ranny. Zmarł 16 lutego 1665 roku.

Znając powyższe fakty ocenia postaci Stefana Czarnieckiego nie jest łatwa. Z jednej strony był bowiem bezapelacyjnie wiernym Polsce wybitnym (choć nieco zbyt brawurowym i nastawionym na ryzyko) dowódcą. Służył Ojczyźnie zawsze i wszędzie. Niestety jednak w swoim życiu dokonywał także rzeczy strasznych. I nie chodzi tylko o oskarżenia dotyczące luźnego stosunku do uczciwości, ale także liczne zbrodnie na cywilach. Oczywiście wówczas taka brutalność nie była czymś nadzwyczajnym, jednak takie elementy jego biografii muszą być odnotowywane i krytykowane, by oddzielić to, co w Czarnieckim było wzorowego i godnego naśladowania – dzięki czemu „trafił” do hymnu – od postaw absolutnie niedopuszczalnych i nagannych.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj