Czy Polacy nigdy nie kolaborowali z niemieckim okupantem? Smutna historia „księcia Podhala”

0
422
Hans Frank i Wacław Krzeptowski.

Jako naród lubimy się chlubić, że w przeciwieństwie do innych nacji Starego Kontynentu nigdy nie kolaborowaliśmy z hitlerowską III Rzeszą. To prawda, jednak problem jest złożony. O ile bowiem polskie władze i struktury państwowe rzeczywiście nie splamiły się podczas wojny konszachtami z Niemcami, na ziemiach polskich nie powstał żaden kolaboracyjny rząd ani polskie jednostki w ramach Waffen-SS, o tyle jednak niewielka grupa osób poszła na współpracę z okupantem. Jednym z najbardziej znanych przykładów narodowej zdrady jest Wacław Krzeptowski – podhalański goralenführer.

Temat relacji obywateli II Rzeczpospolitej z okupacyjnymi władzami niemieckimi to kwestia skomplikowana. Można bowiem powiedzieć, że podpisywanie niemieckiej listy narodowościowej (folkslisty) miało gdzieniegdzie charakter wręcz masowy. Działo się tak jednak głównie w przypadku obywateli polskich narodowości niemieckiej lub należących do grup etnicznych powiązanych z historycznymi ludami germańskimi. A i w takich przypadkach nie zawsze podpis złożony pod Deutsche Volksliste miał wymiar świadomej zdrady Polski i Polaków czynionej z radością. W wielu przypadkach takie decyzje były efektem presji i gróźb ze strony okupantów lub najzwyklejszego koniunkturalizmu i materializmu, ale nie nienawiści do Rzeczypospolitej.

Sprawa Wacława Krzeptowskiego ma natomiast zupełnie inny charakter. Samozwańczy książę Podhala nie był bowiem przed 1 września roku 1939 żadnym niemieckim ani nawet proniemieckim aktywistą. Do momentu wybuchu wojny jego kariera polityczna przebiegała bez większych kontrowersji, ale w sposób jednoznaczny związana była z Rzeczpospolitą i polskością w podhalańskim wydaniu. Oprócz zaangażowania w Związek Górali, którego Krzeptowski był wiceprzewodniczącym, późniejszy lider kolaboracyjnego Goralenvolku był także lokalnym liderem ludowców. Mówi się także, że utrzymywał dobre relacje z Wincentym Witosem oraz znał się z Edwardem Śmigłym Rydzem. Raz witał nawet chlebem i solą w jednym z podhalańskich kościołów samego prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Bez wątpienia był więc człowiekiem zaufania publicznego z szanowanej góralskiej rodziny. Nie da się więc ukryć, że wiele tysięcy osób z podobnymi biografiami pełnymi zaangażowania w sprawy lokalnej społeczności oraz polską politykę partyjną ginęło z rąk niemieckiego okupanta kierującego swoją agresję wobec polskich elit.

Dlaczego wobec tego Krzeptowski, do września 1939 roku niemalże wzorowy polski działacz społeczny, nagle zapałał miłością do Niemiec? Czy nagle odżyły w nim wspomnienia z czasów służby w armii austriackiej? Wątpliwe. Szukając odpowiedzi na to pytanie zwykle wskazuje się na problemy finansowe Wacława. Zaradzić nim mogli Niemcy, którzy wraz ze Słowakami zajęli Zakopane już 1 września 1939 roku. Świadkowie zaś nie ukrywają, że goralenführer kochał pieniądze.

Niemcy natomiast już przed wojną planowali zastosować wobec podhalańskiej ludności specyficzną politykę. Opierała się ona na irracjonalnym i pseudonaukowym rasistowskim założeniu dostrzegającym w Góralach lud germański, a nie Polaków. Aby zyskać przychylność miejscowej ludności wobec pomysłów władz okupacyjnych Niemcy zorganizowali pielgrzymkę tatrzańskich Górali, którzy w ten sposób mogli udać się na Jasną Górę. Religijni Podhalańczycy zobaczyli na własne oczy, że najważniejsze polskie sanktuarium nie ucierpiało. Niemcy nie okazali jednak w ten sposób gestu dobrej woli. Przeciwnie: działanie było obliczone na konkretne korzyści polegające na zachęceniu Górali do kolaboracji. Przyjmuje się, że to właśnie te wydarzenia wpłynęły ostatecznie na dalsze działania Krzeptowskiego.

Wtedy także budowanie podhalańskich struktur kolaboracyjnych przyspieszyło, zaś Krzeptowski jako przedstawiciel Górali 7 listopada 1939 roku wziął udział w ceremonii objęcia władzy w Generalnym Gubernatorstwie przez Hansa Franka. Natomiast już 12 listopada Frank przybył z rewizytą do Zakopanego. Przywitał go nie kto inny jak Wacław Krzeptowski. Podhalański kolaborant wygłaszał wówczas absurdalne słowa o ciemiężeniu Górali przez Polaków i ich powrocie do narodu niemieckiego. Frank od tego momentu wielokrotnie przybywał do stolicy polskich tatr.

W końcu kolaboracja Krzeptowskiego została ujęta w formalne struktury. Tak w roku 1940 powstało Goralenverein (proniemiecki Związek Górali). Z kolei w roku 1942 zdrajca Polski staną na czele Goralisches Komitee – swoistego samorządu podhalańskiego. On i jego towarzysze w okupacyjnych warunkach poprawili swoje położenie materialne.

Na nieszczęście kolaborantów oparta o siłę okupanta działalność Krzeptowskiego nie przynosiła oczekiwanych przez Niemców rezultatów. Nic jednak dziwnego. Zdecydowana większość ludzi od początku nieprzychylnie patrzyła na zdradę narodową Wacława Krzeptowskiego. Doszło na tym tle do sporów w tej zacnej tatrzańskiej rodzinie, której wielu przedstawicieli (chociażby Józef Krzeptowski – wybitny kurier) zapisało się złotymi zgłoskami w historii narodowej walki Polaków z niemieckim okupantem.

Z kolei większość mieszkańców Podhala, która nie pałała miłością do Niemców i ich namiestnika, zamanifestowała swoje poglądy przy okazji sprawy kenkart z literą G. Wydawanie takich dokumentów było jednym z kluczowych zadań Goralisches Komitee. W wielu miejscach dokumenty przyjęła jednak znikoma liczba osób. I choć były miejscowości, gdzie – wedle szacunków historyków – kolaboracyjne karty przyjęło bardzo wielu mieszkańców, to jednak zwraca się uwagę na groźby i przymus towarzyszące wydawaniu dokumentów. Kierować miał je także goralenführer. W zbudowaniu miłości Podhalan do Niemców nie pomógł nawet fakt, że instytucje kierowane przez Krzeptowskiego niosły realną pomoc ubogim, chorym i potrzebującym. Ostatecznie porażka Krzeptowskiego związana z dokumentami z literą G nie umknęła uwadze Niemców, którzy zaczęli tracić do niego cierpliwość.

Kolejnym testem wierności Górali wobec III Rzeszy lub Polski była sprawa tworzenia Góralskiego Legionu w ramach SS z lata roku 1942. W tej sprawie mieszkańcy Podhala wykazali się absolutną lojalnością wobec Rzeczypospolitej. Do formacji, która miała liczyć 10 tys. osób, zgłosiło się bowiem zaledwie 300 ochotników. Do dalszego szkolenia nie zakwalifikowano jednak wszystkich. Na miejscu natomiast doszło do bójki między Góralami a Ukraińcami. W odpowiedzi Niemcy wielu Podhalan wywieźli na przymusowe roboty. Ponadto większość niedoszłych niemieckich żołnierzy uciekła mówiąc później, że nie wiedziała gdzie się zgłasza, gdyż została upojona alkoholem. Do formacji wcielono łącznie około 10 osób.

Tymczasem z każdym miesiącem wojny coraz wyraźniej dostrzec można było działalność polskiej partyzantki na Podhalu. Kolaboranci musieli brać pod uwagę, że polskie podziemie wykonało wiele wyroków śmierci na zdrajcach. Dlaczego jednak przez długi czas Krzeptowski unikał takiego losu? Najpewniej partyzanci zdawali sobie sprawę, że jego śmierci zaostrzy niemiecki terror wobec miejscowej ludności. W końcu jednak Wacław Krzeptowski znalazł się na celowniku nie tylko polskiego podziemia, ale i Niemców, którzy pod koniec roku 1944 rozwiązali instytucje kolaboracyjne na Podhalu.

Wtedy jednak goralenführer przebywał na… Słowacji, gdzie uciekł w obawie przed Niemcami i Polakami. Brał tam udział w powstaniu przeciwko nazistom, jednak po upadku zrywu powrócił do polskich Tatr i to tutaj 20 stycznia roku 1945 został aresztowany przez oddział Armii Krajowej Kurniawa. Mówił partyzantom o swoich zasługach i dobrych uczynkach, jednak tego samego dnia Wacław Krzeptowski został powieszony. Prosił o wykonanie na nim wyroku poprzez zastrzelenie, jednak dowódca partyzanckiego oddziału odmówił mu – jako zdrajcy – honorowej śmierci. Przed wykonaniem wyroku Krzeptowski przekazał w testamencie cały swój majątek na rzecz oddziału Armii Krajowej. Po śmierci kolaboranta do jego ubraniu doczepiono kartkę z informacją, iż tak skończy każdy zdrajca Polski.

A niewątpliwie Wacław Krzeptowski był zdrajcą. I jego winy nie umniejsza fakt, że najpewniej poszedł na współpracę z okupantem z powodu osobistej słabości do pieniędzy. Warto natomiast odnotować, że jego działalność pomogła przetrwać wojnę wielu osobom, którym góralskie, kolaboracyjne instytucje niosły wsparcie socjalne i medyczne. Znane są także przypadki, gdy goralenführer pomagał mieszkańcom Podhala uniknąć wywiezienia do pracy w III Rzeszy lub niekiedy nawet łagodził potencjalne problemy ze strony Gestapo. Z drugiej jednak strony Krzeptowski wypowiadał absurdalne i haniebne słowa pod adresem Polski i polskich władz, choć przed 1 września roku 1939 był osobistym znajomym niektórych narodowych liderów oraz przedstawicielem polskiej elity. Słowem: w kilka tygodni z Polaka wiernego Ojczyźnie stał się gorliwym kolaborantem składającym wiernopoddańcze hołdy zbrodniarzowi Hansowi Frankowi. Włączył się ponadto – na szczęście bez sukcesów – w budowanie niemieckich formacji zbrojnych oraz okupacyjnych struktur kolaboracyjnych i próbował przekonać do narodowej zdrady wszystkich mieszkańców Podhala. Postać Wacława Krzeptowskiego – przy zastrzeżeniu pewnych zasług – należy jednak ocenić jednoznacznie negatywnie. Był bowiem jednym z niewielu Polaków, którzy zostali kolaborantami nazistowskiego reżimu.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj