Krwawa jutrznia! Rzeź Polaków, którzy przybyli do Moskwy na wesele cara

0
662
Kreml w Moskwie, widok współczesny. Fot.:Vladvictoria/pixabay.com

To nie było zwykłe wesele zwykłego cara odbywające się w zwykłych okolicznościach. Można wręcz powiedzieć, że na początku XVII wieku wszystko w Rosji było postawione na głowie. I właśnie wtedy doszło do wymordowania poddanych polskiego króla, którzy przybyli do Moskwy na zaślubiny.

Rządy Iwana Groźnego zdestabilizowały Wielkie Księstwo Moskiewskie, a jego śmierć nie odmieniła fatalnej sytuacji. Władzę przejął najpierw jego niezbyt zainteresowany polityką syn Fiodor, a potem niepochodzący z wymarłej dynastii Borys Godunow (jego siostra była żoną Fiodora). Rządy człowieka z poza rodu Rurykowiczów oraz jego polityka spowodowały niezadowolenie wielu moskiewskich możnych i część historyków upatruje właśnie w tych kręgach twórców idei… odnalezienia cudownie ocalałego syna Iwana Groźnego – Dymitra. Autorzy spisku być może inspirowali się wydarzeniami z Mołdawii, gdzie kilka dekad wcześniej także pojawił się samozwaniec. Ponadto tego rodzaju „instytucja” obecna była chociażby w ówczesnej Portugalii.

Niezależnie jednak od okoliczności „odnalezienia” rzekomego syna Iwana Groźnego, na przełomie wieku XVI i XVII na arenie dziejów zaistniał Dymitra Samozwaniec I zwany niekiedy także Łżedymitrem. I niezależnie czy pomysłodawcom takiego ataku na tron Borysa Godunowa byli polscy możni, jezuici czy moskiewska opozycja, a być może wszyscy razem, faktem jest, że ów człowiek solidnie namieszał w ówczesnej rosyjskiej polityce.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że młody Dymitr przybył do Rzeczpospolitej i uzyskał wsparcie części elit (szczególnie ruskich z Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony). I to właśnie owo poparcie umożliwiło mu zdobycie moskiewskiego tronu. Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie śmierć Borysa Godunowa, która ułatwiła mu zwycięstwo w walce.

I chociaż Dymitr, a tak naprawdę Grigorij Otriepjew, nie dotrzymał wielu obietnic danych swoim stronnikom, to wywiązał się przynajmniej z jednej, kluczowej: wzięcia za żonę Maryny Mniszkówny, córki polskiego magnata Jerzego Mniszka, wojewody sandomierskiego.

Jednak na nieszczęście małżonków w chwili, gdy Maryna przybyła do Moskwy, spisek bojarów czyhających na życie nowego cara stawał się coraz większym zagrożeniem – tym poważniejszym, że ufny w swoją popularność Łżedymitr nie dostrzegał niebezpieczeństwa. A za atakiem stali najpewniej ludzie, którzy wcześniej wykreowali ową postać w polityce.

W czasie swoich krótkich, bo 11-miesięcznych rządów, Dymitr rozpoczął wiele reformy, z których część mocno kojarzy się z panującym sto lat później Piotrem I Wielkim. Zafascynowany postacią Samozwańca francuski historyk i dramaturg Prosper Mérimée napisał nawet, że Dymitr „jak oślepiający meteor nagle rozświetlił ciemność i zniknął bez śladu”.

Grigorijowi Otriepjewowi nie dane było jednak skończyć swojego projektu. Co więcej, pewne otwarcie na zachód oraz reprezentowanie nieco odmiennych obyczajów przysporzyło mu wrogów. Cały czas był jednak dość lubiany przez lud.

Wśród jego win wskazywano m.in. jedzenie cielęciny, którą Rosjanie odrzucali, brak poobiedniej drzemki czy odwiedzanie warsztatów, w których wytwarzano broń dla jego armii oraz wspólną pracę z rzemieślnikami. Co jednak ciekawe, spore zainteresowanie Dymitra Samozwańca wojskiem – zdaniem niektórych historyków – było elementem przygotowania przez niego ataku Rosji na… Polskę wraz z wewnętrznymi wrogami Zygmunta III Wazy. Teorię o przygotowywania agresji wyznawał chociażby Paweł Jasienica.

Dziś ciężko w stu procentach potwierdzić lub odrzucić tę teorię. Wiadomo, że polski władca nie był zadowolony z faktu niewypełniania przez Dymitra zobowiązań, ale nie ma dowodów świadczących o wspieraniu spiskowców, którzy w końcu zamordowali cara, przez Wazę, ani planach agresji Samozwańca na Polskę. Pewne jest natomiast jedno: Dymitr zginął, zanim zdołał zrealizować jakiekolwiek większe przedsięwzięcie w polityce zagranicznej.

24 kwietnia roku 1606 do Moskwy dotarł orszak Maryny Mniszkówny (w listopadzie poprzedniego roku w Krakowie odbył się ślub per procura). Mieszkańcy rosyjskiego miasta źle przyjęli olbrzymią ilość gości przybyłych wraz z nową carycą. Największym problemem było jednak zachowanie ludzi uznawanych za Polaków. Uznawanych, gdyż źródła piszą zarówno o Polakach, Lachach jak i Litwinach. Historycy zauważają z kolei, że możemy w tym kontekście mówić o prawosławnych mieszkańcach Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Królestwa Polskiego, a więc w pewnym sensie o Ukraińcach. Co ciekawe, Rosjanie z Moskwy nie uważali ich za swoich rodaków, bo chociaż wyznawali tą samą wiarę, to mieli inne obyczaje i mówili po polsku lub rusku (staroukraińsku/starobiałoruski).

Przybysze łączeni z Polską zachowywali się jednak w Moskwie karygodnie i sprawiali wrażenie pełnienia funkcji wojsk okupacyjnych. Cóż, pijani obcokrajowcy zaczepiający kobiety i dewastujący sklepy i dziś nie wzbudzają sympatii. I choć to właśnie oni padli ofiarą spisku wymierzonego w cara Dymitra, to jednak ich haniebne zachowanie nie było powodem ataku na życie władcy. Chodziło o władzę, szczególnie zaś niezależność Łżedymitra od bojarskich elit, natomiast lud, niekiedy kręcący nosem na zachowanie cara, nadal wiązał z nim nadzieje.

Ślub Maryny i Dymitra odbył się 8 maja, a 10 dni później młody car udający syna Iwana Groźnego już nie żył. Dymitr mógłby uniknąć strasznego losu, ale zignorował ostrzeżenia o rodzącym się spisku na jego życie. Był zbyt przekonany o swojej popularność, a polskiemu teściowi powiedział nawet, że zna swój kraj i nie ma w nim wrogów.

W nocy z 16 na 17 maja (zgodnie z kalendarzem juliańskim) boleśnie dowiedział się jednak, że był w błędzie. To bowiem właśnie wtedy został zamordowany – źródła wskazują, że stało się to o godzinie 6 rano. Co jednak ciekawe, spiskowcy obawiający się porażki spowodowanej popularnością władcy poinformowali tłum wpuszczany przez nich na Kreml, że to… Polacy mordują cara. W tym chaosie i przy dźwięku dzwonów zginął Griszka Otriepjew pełniący obowiązku syna Iwana Groźnego. Następnie ciało cara posiekano na kawałki, spalono, a prochy… wystrzelono z działa skierowanego na Zachód, w stronę Polski, skąd przybył. Wszystko po to, by mieć pewność, że znów się nie „odnajdzie”, choć historia pokazała, że owe nadzieje były złudne.

Tego dnia spiskowcy i tłum brutalnie rozprawili się także z przybyłymi na ślub cara Polakami – poddanymi Zygmunta III Wazy. Rzeź łacinników – choć w rzeczywistości w owej grupie katolicy byli mniejszością – trwała do południa i pochłonęła, wedle różnych źródeł, nawet 1700 osób. Inne teksty wskazują na 500 ofiar i ta liczba jest przez historyków uznawana za najbardziej wiarygodną. Ponadto śmierć poniosło około 300 mieszkańców Moskwy.

Nie chcąc ryzykować wojny z Rzeczpospolitą spiskowcy oszczędzili przybyłych na ślub posłów Zygmunta III Wazy. Dom, w którym przebywali, został jednak otoczony, a dyplomaci wraz z ujętą Maryną Mniszkówną i jej ojcem Jerzym wkrótce trafili na zesłanie. Spędzili tam dwa lata.

Spiskowcy natomiast rozpoczęli negocjacje w sprawie obsady rosyjskiego tronu. Wybór padł na uczestnika zamachu na życie Dymitra Samozwańca – Wasyla Szujskiego. I to on został nowym carem, jednak nie cieszył się długo ze sprawowania władzy. Wszak kilka lat później został obalony i kłaniał się w Warszawie przez królem Polski Zygmuntem III Wazą.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj