Pseudonauka czy „przednauka”? Kilka słów o tajemniczej alchemii

0
123
„Alchemik Sędziwój”, obraz Jana Matejki

Dziś dostęp do wiedzy jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Mimo tego rozmaite pseudonaukowe teorie biją rekordy popularności, a większym zaufaniem od ekspertów cieszą się anonimowi autorzy „filmików z żółtymi napisami”, których narracja dziwnym trafem jest zwykle zgodna z interesem pewnego kraju na granicy Europy i Azji. Okazuje się jednak, że w historii sytuacja była bardziej skomplikowana. Oto bowiem nieuzasadniona naukowo alchemia stała się fundamentem wielu nauk.

Różnica między dawnymi a obecnymi czasami wynika z podstaw filozoficznych oraz metodologicznych. Dawniej nie istniała bowiem tzw. metoda naukowa. Podobnież dopiero z czasem opracowano filozoficzne podstawy rozwoju nauki, takie jak chociażby empiryzm.

Tym samym alchemii nie sposób uznać za pseudonaukę. Nie rozwijała się bowiem równolegle i konkurencyjnie do racjonalnej nauki opartej o metodologię. Przeciwnie. Powstała przed nauką w dzisiejszym rozumieniu tego słowa i stanowiła dla niej nie konkurencję, a podstawę, zaczyn pełen wielu błędów oraz celnych spostrzeżeń. Choć dziś wiemy, że jej główny cel nie był generalnie możliwy do osiągnięcia.

Ktoś jednak słusznie zapyta: jak to generalnie? Przecież przemiana ołowiu lub innego metalu w złoto jest niemożliwa.

Taki pogląd jest jednak nieuprawniony: w dobie rozwiniętej fizyki jądrowej istnieje możliwość przeprowadzenia transmutacji, a więc przemiany metali w złoto. Jest to proces energochłonny oraz wymagający zaangażowania wielu technologii, a przez to kosztowny i nieopłacalny. Okazuje się jednak, że alchemicy „mieli nosa”. Nie mogli tego wiedzieć, gdyż ówczesna nauka nie posiadała takiej wiedzy, a ich metody nie mogły doprowadzić do sukcesu. Instynkt naukowców, a może szczęśliwy przypadek, potrafi jednak czasami zaskakiwać. A może w tym wypadku „szczęście sprzyjało lepszym”, a refleksja o zamienianiu jednego metalu w drugi oparta była na wnikliwej obserwacji natury metali? Tego nie rozstrzygniemy.

Nie zawsze jednak alchemia skupiała się na stworzeniu/uzyskaniu złota z ołowiu lub innego metalu. Początkowo równie gorąco poszukiwaniu eliksiru życia lub nieśmiertelności, a także kamienia filozoficznego. Tym samym alchemia praktykowana m.in. w Starożytnym Egipcie miała związek z naukami medycznymi. I rzeczywiście starożytni alchemicy opracowywali mikstury mające poprawić zdrowie. Inni z kolei przy okazji swoich prac odkrywali aparaturę wykorzystywaną później przy tworzeniu związków, co stanowiło jeden z pierwszych kroków na drodze rozwoju chemii.

Oczywiście alchemia nie była nauką w sensie ścisłym. Oznacza to, że miała w sobie pewne (czasami silnie obecne, a czasami nieobecne) ładunki filozoficzne, ale także duchowe, w tym gnostyczne. Wielu alchemików parało się chociażby astrologią. Pośrednio był to jednak krok w stronę rozwoju racjonalnej astronomii.

Z czasem alchemia dotarła do Europy z krajów arabskich, gdzie w wiekach średnich była mocno rozwinięta. Na Stary Kontynencie ta pranauka miała zarówno wymiar poszukiwania metod uzyskiwania złota, jak i stawiania pierwszych kroków w nauce.

Alchemikiem był chociażby Paracelsus uznawany do dziś za ojca medycyny. To on jako pierwszy (najpewniej) sformułował prawdziwą i uznawaną do dziś zasadę, zgodnie z którą ta sama substancja może być zarówno lekiem, jak i trucizną, a wszystko zależy od dawki.

Inny znany alchemik, nasz rodak Michał Sędziwój, to z kolei najpewniej pierwszy człowiek, który odkrył tlen. Tworzył on na przełomie XVI i XVII wieku, a więc w ostatnich dekadach świetności alchemii.

Powoli bowiem na horyzoncie zaczęły pojawiać się nowe konstrukcje teoretyczne, na których oparto nowoczesną naukę. Ich opracowanie byłoby jednak trudne, gdyby nie pewne odkrycia alchemików. A zapewne niemożliwe byłoby stworzenie wielu dziedzin nauki, gdyby nie wynalazki i spostrzeżenia ludzi, którzy poszukiwali metod zdobycia złota lub innych drogich kamieni i metali za sprawą kamienia filozoficznego. Tego nie osiągnęli, ale w pocie czoła poznawali świat i swoją wiedzę przekazywali kolejnym pokoleniom, które mądrzejsze o wiedzę od przodków mogły dalej pogłębiać refleksję i zbliżać nas do lepszego poznania natury. Czerpmy więc z tego dziedzictwa i my, zamiast zadowalać się prostackim „zrozumieniem świata” opartym o „mądrości” piosenkarki, sportowca, niedouczonego dziennikarza czy anonimowego internauty znad Wołgi.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj